What a Spice! Pomadki matowe Inglot – nr. 444 oraz 445.

Cześć!

\inglot-what-a-spice-pomadki-444-445

Nadeszła polska jesień. Na dworze jest szaro i ponuro. Większość liści już opadła i leży w kałużach deszczu. Dzisiejszy wieczór jest okropny! Wieje i leje z nieba, a do tego jest przerażająco zimno. Dlatego też chcę Wam polepszyć humor nowym postem :-) Dzisiaj będzie trochę jesienie, ponieważ będę pisać o dwóch matowych pomadkach z Inglota z serii What a Spice! Czyli tej jesiennej. Jeśli jesteście ciekawe mojej recenzji, to zapraszam do dalszej części wpisu.

inglot-what-a-spice-pomadki-444-445-jpg-3

inglot-what-a-spice-pomadki-444-445-jpg

W swojej mini kolekcji, dzięki mojej mamie (<3) mam dwa odcienie (444 oraz 445). Chciałabym zaznaczyć, że wszystkie kolory z tej serii są brudno brązowe, szare i  pastelowo – różowe. Cała kolekcja jest przepiękna – tutaj – możecie zobaczyć, jak się prezentują na stronie producenta.

Opis producenta.

Matowa pomadka do ust zapewnia trwały i intensywny kolor. Formuła wzbogacona o witaminę E, olej makadamia i olej z awokado pielęgnuje i chroni usta. Produkt zapewnia gładkie, matowe wykończenie.

Dostępność, cena, pojemność.

Produkt dostępny jest na stronie producenta i na stoiskach Inglot. Koszt jednej pomadki, to 34,00 zł., a jej pojemność, to 4,5 g.

inglot-what-a-spice-pomadki-444-445-jpg-2

Moja opinia.

Opakowanie jest ciężkie, nie potrafię określić, czy jest metalowe, czy plastikowe, nie zamyka się na magnes, a szkoda :-) Posiadam odcień 444, który jest zgaszonym, bardzo brudnym różem, który wpada w beż oraz odcień 445, który jest bardzo ciepłym brązem. Kolory bardzo mi się podobają. Ten pierwszy jest bardziej dzienny i neutralny, niż numer 445.

inglot-what-a-spice-pomadki-444-445-horz2

Jeśli chodzi o konsystencję, to nakładają się bardzo topornie i są suche (żeby nie napisać kolejny raz – bardzo). Na zdjęciu poniżej (światło dzienne) możecie zobaczyć, jakie grudki zostawiają przy nakładaniu. Trzeba się namęczyć, żeby je nałożyć ładnie na usta. Jeśli chodzi o utrzymywanie, to nie ma tutaj cudów, mimo, iż są to matowe pomadki. 3 – 4 godziny, to ich max. Nie przetrwają jedzenia, ale też nie zjadają się brzydko. Trzeba podkreślić, że nie wysuszają ust. Byłam przekonana, kiedy nakładałam je pierwszy raz, że wysuszą mi usta na rodzynka. Nie stało tak się z czego bardzo się cieszę. Kolory mi odpowiadają i numer 444 lubię nosić na co dzień, do pracy.

inglot-what-a-spice-pomadki-444-445-horz

Podsumowując: nie są to złe produkty, są dobre i w rozsądnej cenie. Na maxa matowe. Do wyboru jest kilkanaście pięknych i jesiennych kolorów i na pewno coś przypadnie Wam do gustu. Ja jestem fanką matowych produktów do ust i numer 444 mam aktualnie w torebce :-) Cieszę się, że nie wysuszają ust. Po odpowiednim nałożeniu z konturówką bardzo przyjemnie prezentują się na ustach.

Jakie są Wasze odczucia względem tych pomadek? Miałyście? Z tej serii chciałabym wypróbować jeszcze cienie do powiek, ponieważ słyszałam, że są nieziemskie <3 Kilka kolorów już sobie upatrzyłam :-)

(Wizyt łącznie: 583, dzisiaj: 1 )
  • Nie miałam w sumie jeszcze nic z tej marki, ale kolorki szalenie mi się podobają. :-)

  • Miałam kiedyś pomadki tej firmy, ale je oddałam, były dla mnie uporczywe w nakładaniu. Ale te kolory są nieziemskie!

  • Lubię Inglota :)

  • Bardzo ładny kolor, ciekawa tylko jestem, jak wygląda na ustach, ponieważ te mają zupełnie inny odcień niż ręka. Przekonałam się w ten sposób, że brązowe szminki mają wtedy zupełnie inny odcień :)

  • Przepiękne jesienne kolory :) Ostatnio jestem zakochana w takich odcieniach!

    • Również mi się podobają :-) Najbardziej chyba ten jaśniejszy.