Marie Kondo – “Magia sprzątania”. Moja opinia.

Cześć, kochani :)

DSC_1783

W końcu udało mi się wrzucić dla Was post :) Jednakże to nie jest jeszcze koniec zmagań z działaniem bloga. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i zaczynajmy! Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami kilkoma słowami na temat książki, którą od dawna chciałam mieć, aby móc ją przeczytać. Mowa tutaj o książce, a właściwie poradniku Marie Kondo – “Magia sprzątania”. Na początku zastanawiałam się, co też odkrywczego może być w tej maleńkiej książce, którą napisała 30 letnia Japonka.

Marie Kondo nazwała swoją sztukę sprzątania KonMari. Autorka podkreśla, że dzięki jej metodzie posprzątamy swoje otoczenie raz na zawsze. Zachęca nas do tego, aby zostawić przy sobie tylko te rzeczy, które sprawiają nam radość, a reszty się zwyczajnie pozbyć.

“Chociaż moja przestrzeń mieszkalna jest niewielka, to wypełniam ją tylko rzeczami, które przemawiają do mojego serca.”

Muszę się przyznać, że mam manię wyrzucania i pozbywania się rzeczy. Nie mam najmniejszego problemu z tym, aby wyrzucić daną rzecz do śmietnika. A żeby było ciekawiej – zawsze znajdę coś, czego mogę się pozbyć. Być może jest to spowodowane wspomnieniami z domu dziadków, gdzie w pokoju mojej babci można było znaleźć dosłownie wszystko (właściwie do teraz tak jest)! Torby, torebeczki, kosmetyki, tona rzeczy, których nie nosiła… Ciężko było przejść, a żeby usiąść gdziekolwiek trzeba było zrobić sobie miejsce. Kiedy byłam mniejsza nie przeszkadzało mi to, nie zwracałam też większej uwagi na bałagan wokół, dopiero później zaczęło do mnie docierać, że tak to nie może wyglądać. Po co komuś tyle niepotrzebnych rzeczy? Po kryjomu wyrzucałam kosmetyki, które straciły ważność, albo coś, czego babcia nie używała. Czasami działo się tak, że złapała mnie albo na gorącym uczynku, albo później szukała czegoś. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć po co jej był potrzebny przeterminowany krem do twarzy albo stara szczotka.

Może dzięki temu, że w młodym wieku napatrzyłam się na magazynowanie i chomikowanie niepotrzebnych rzeczy do tego stopnia, że już sama myśl o tym, że miałabym mieć gdzieś schowane pięćdziesiąt siatek ze sklepu przyprawia mnie dreszcze. No bo po, co mi tyle? Zapewniam, że moja babcia nie była w stanie tego wykorzystać, a znosiła do domu siatki po zakupach tonami, a potem leżały gdzieś upchnięte i nieużywane.

DSC_1785

Po przeczytaniu blisko stu stron poradnika, pomimo tego, że prawie spałam i oczy same mi się zamykały, zapragnęłam wieczorem wstać z łóżka i zacząć wyrzucać książki, które nie dają mi radości. NIGDY, powtarzam: NIGDY nie wyrzuciłabym książki, nawet takiej, która była beznadziejna. A tu proszę! Autorka pisze o tym, aby pozbyć się rzeczy, które nie dają nam radości, a zostawić te, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi, więc stwierdziłam, że przecież są książki, które nie sprawiają, że cieszę się, kiedy na nie patrzę, a są też takie, które z przyjemnością biorę do ręki i przeglądam.

Oczywiście nie wstałam o 23:00 z łóżka po to tylko, żeby wyciągnąć z półek parę tytułów z racji tego, że następnego dnia wstawałam o 7:00 do pracy, a bardzo cenię sobie sen. Natomiast sam fakt tego, że pewne rzeczy, które zostały napisane trafiają do mnie, to bardzo dobry znak. Im mniej rzeczy, tym lepiej – taka jest moja teoria na temat posiadania tony rzeczy w domu.

W trakcie czytania książki wyrzuciłam dwa worki z ubraniami oraz mam zamiar sprzedać blisko sto książek. Niektórych nawet nie przeczytałam, ale wiem, że nie nastąpiłoby to nigdy, kupowałabym kolejne książki, których nie byłabym w stanie przeczytać. Mogłoby się wydawać, że oszalałam czytając ten poradnik, ale mówiąc szczerze, jest mi lżej na sercu, kiedy wiem, że w pokoju nie zalegają mi rzeczy, które są niepotrzebne.

Niektóre sposoby na porządkowanie bardzo przypadły mi do gustu, natomiast nie wszystkie. Nie wyobrażam sobie, żebym codziennie wypakowywała swoją torebkę i układała rzeczy w wyznaczonych dla nich miejscach, albo nie jestem w stanie układać wszystkich rzeczy pionowo, do czego zachęca Marie Kondo.

DSC_1787

Poradnik jest pełen pozytywnej energii, Marie Kondo dzieli się z nami opowieściami z dzieciństwa. Jej sposób na pozbycie się bałaganu, to rozpoczęcie całego procesu od pozbywania się rzeczy, dopiero, gdy pozbyliśmy się wszystkiego możemy zacząć myśleć o organizowaniu i nadawaniu nowych miejsc rzeczom, które pozostały. Ważna też jest kolejność z jaką pozbywamy się rzeczy. Najpierw zajmujemy się ubraniami, książkami, a dopiero na końcu rzeczami związanymi ze wspomnieniami (listy, zdjęcia, pamiątki), ponieważ ta ostatnia kategoria, to kategoria najtrudniejsza, w której możemy polec, gdyż łatwiej nam wyrzucić sweter, niż zdjęcie, prawda?

Marie Kondo przekonuje nas do tego, abyśmy raz na zawsze pozbyli się bałaganu z naszego życia, co doprowadzi nas do harmonii wewnętrznej, lepszego samopoczucia i posiadania więcej czasu dla siebie. Dla niektórych może się to wydać abstrakcją, ponieważ nie wyobrażają sobie, że musieliby SPRZĄTAĆ, ale autorka opisuje wszystko krok po kroku, opisuje błędy, jakie możemy popełniać. Jednak cel jest najważniejszy, bo w tej całej przygodzie chodzi przecież o to, żeby żyć w czystym mieszkaniu i nie musieć już więcej otwierać szafy, w której nie możemy nic znaleźć.

Myślę, że to pozycja dla osób, które mają problem z utrzymaniem porządku, dla tych, którzy próbowali wielokrotnie z kiepskim skutkiem :) Albo dla takich osób jak ja, które chcą wiedzieć więcej na temat organizacji.

A Wy czytaliście tę książkę? Może macie inne zdanie?

(Visited 150 times, 1 visits today)
  • Czasem warto zrobić sobie taki rachunek sumienia związany z porządkami :)
    Nie czytałem, nie mogę się wypowiedzieć, ale wiem po Tobie, że mimo Twojego porządku to i tak coś się znalazło do poukładania czy wyrzucenia, więc świadczy to o tym, że wielu ludziom może przydać się ta książka i zabieg z nią związany 😀 A znamy wszyscy takich ludzi lecz nie mówimy tego na głos 😛 😉 Może nawet dzięki takiej książce, poukładają nie tylko swój pokój czy mieszkanie, a nawet swoje życie ? :) U Ciebie w książkach widzę dwa plusy: raz, że pozbyłaś się książek, które nie dawały Ci szczęścia to jeszcze dwa, że na tym zyskasz, sprzedając je :) a ja dzięki temu mam co robić na tablicy 😛 hehehe <3
    Więc ludziska, jednym słowem – Polecam.

  • Extrasmall.pl

    Miałam przyjemność przeczytać tę książkę i muszę przyzać, że zupełnie mi nie przypadła do gustu. Czytając miałam wrażenie, że autorka cierpi na zespół natręctw. I to dziękowanie skarpetkom czy rajstopom 😉 Znacznie bardziej cenię sobie Sztukę minimalizmu, prostoty i sprzątania. Polecam, jeśli dotąd nie czytałaś.

    • Nie czytałam, natomiast jest na mojej liście książek, które chcę przeczytać :) Fakt, dziękowanie rzeczom, to już przesada, przynajmniej w Polsce :)